Legioniści w Grodzisku. Dzień 21 listopada 1916 r. będzie pamiętny dla nas. W dniu tym przyszli do nas na kwatery legioniści dla dopełnienia werbunku. W początkach wojny dochodziły nas o nich wieści, niekiedy z ostrych nawet komunikatów wojennych władz rosyjskich. Styczeń 1915 roku dał nam w Kongresówce drugie legiony polskie, niedługo zamienione na pospolitaków rosyjskich. Bóg dał, że nigdy nie zmierzyli się z legionami galicyjskimi.Przyjście legionistów na postój i werbunek było dla Grodziska niezwykłym wypadkiem. Już przedtem chodziły wieści: „przyjadą legioniści”. Utwierdziło nas w tem i to, że władze niemieckie szukały dla nich kwater. Czekaliśmy, by zobaczyć owe przyszłe wojsko polskie.
W fantazyi zdawało się, że zobaczymy, jeżeli nie tytanów, to przynajmniej ludzi na schwał z pod znaku husarii. Jakoż stanęli przed nami; lecz młodzi, szczupli, ale z oblicza ich biła dziwna powaga. Dwa i pół lat bojów, jakie stoczyli, kazało nam czuć dla nich szacunek, bo bohaterstwo każdemu imponować musi.
I stanęło przed nami z karpackich gór zaklęte wojsko św. Jadwigi, jak niesie podanie. Bo to żołnierze drugiej karpackiej żelaznej brygady zjawili się w Grodzisku i, choć nie znaliśmy się, czuliśmy, że to są nasi, swoi.
Ci zdobywcy szańców nieprzyjacielskich przyszli i musieli zdobywać nasze serca. I co należy podziwiać, to wysoki takt, jaki okazywali od żołnierza do porucznika. Cechuje to poziom inteligencyi żołnierzyków legionowych. Lud miejscowy z pewną obawą patrzył na nich, zdawało się jednym, że im zaraz synów zabiorą, inni mówili: patrzeć na nich nie mogę, może mi brata, lub syna zabili, lecz gdy zobaczyli ich modlących się w kościele, że są i w postępowaniu grzeczni, uprzejmi, i gdy jeszcze wdali się w gawędki z nimi, powoli prysły nastroje przeciwne.
Najpierw zbliżyły się kobiety, później młodzież, na koniec sami gospodarze szli do nich radzić się w ciężkich momentach chwili. Lody pękły; brat poznał brata. I dziś ich lubią tak, że z chlubą patrzą na nich.
Na Boże Narodzenie urządzono dla nich gwiazdkę, na ostatki przyjęcie. Bo kogoż nie przekona ich bezgraniczne poświęcenie dla Ojczyzny! Są to chłopcy przeważnie inteligentni z pewna dozą elegancyi, żywość w ruchach i szacunek swego stanu cechuje każdego „laguna”, jak ich wieśniacy nazywają.
Dowodzi nimi na całą gubernie grodziską wojenną porucznik Modelski, oficer z pierwszej kadry, człowiek wielkiego serca i nadzwyczajnego taktu, oficer bojowy, ale i polityk niepomierny. Ton jego udziela się podkomendnym. Dzięki jego pracy życie obywatelskie pulsuje w inspektoracie.
Tam to spotkać można wszystkie stany, które się skupiają, by coś pożytecznego przeprowadzić. Więc stamtąd poszło hasło urządzenia nabożeństwa styczniowego na pamiątkę 1863 r.; dzięki ich inicjatywie wkopano krzyż pamiątkowy dla bohaterów powstańczych.
Pan porucznik myśli o wszystkim, zakłada koło narodowe, które ma współdziałać w pracy twórczej z Radą Stanu, nadaje rozkaz prowadzenia ćwiczeń w odrodzonym Sokole, on nakazuje prowadzić jednemu z sierżantów kursa dla ochroniarek. Rozumieli, żeby mieć lud za sobą, trzeba dla niego pracować.
Sierżant skończył uniwersytet lwowski, a wśród żołnierzy ma p. porucznik i profesora uniwersytetu i inżyniera i pedagoga i bankowca. Pracuje z podoficerami Jeziorańskim i chorążym Rozwadowskim. Śród legionistów panuje duch ks. Józefa. Oby stworzyli, jak chcą, pułk Błońskiej ziemi!
Źródło: Kościół i parafia w Grodzisku. Monografia historyczna na podstawie kronik parafialnych - napisał Ks. Mikołaj Bojanek. Dziekan i proboszcz grodziski, Kanonik honorowy warszawski. Warszawa, 1917. Nakład autora. s. 82-83


